

Fizyka w Wicku
licznik odwiedzin:
Kopernik "O obrotach sfer niebieskich"
Do Jego Świątobliwości, Papieża Pawła III
MIKOŁAJA KOPERNIKA
PRZEDMOWA
do ksiąg o obrotach sfer niebieskich
Dobrze jestem tego świadom, Ojcze święty, że znajdą się tacy, którzy dowiedziawszy się, iż w tych oto księgach moich, jakie spisałem o obrotach sfer niebieskich, przyznaję pewne ruchy kuli ziemskiej, zaraz mnie i to moje twierdzenie wyśmieją. Nie do tego bowiem stopnia upodobałem sobie ten mój utwór, iżbym miał nie dbać, jaki sąd inni o nim wydadzą. A lubo wiem, że rozmyślania człowieka oddającego się filozofii dalekie bywają od mniemań ludzi pospolitych, gdyż jego zadaniem jest dochodzić prawdy we wszystkich rzeczach, o ile Bóg na to zezwoli rozumowi ludzkiemu, to jednak sądzę, że należy unikać mniemań odbiegających od rzeczywistości. Toteż, gdy w myśli sobie uprzytomniłem, za jaką to niedorzeczność będzie poczytywane moje twierdzenie o ruchomości Ziemi, przez tych mianowicie, którzy nieruchomość jej w pośrodku świata uznawali za prawdę stwierdzoną przekonaniem wielu stuleci, długo się wahałem, czy tę moją księgę zawierającą dowody owej ruchomości należałoby mi ogłaszać, czyli też może by wystarczyło, gdybym poszedł za przykładem pitagorejczyków i innych jeszcze, którzy tajników filozofii nie przekazywali na piśmie, lecz tylko ustnie, krewnym swoim i przyjaciołom, jak o tym świadczy list Lizysa do Hipparcha.
Zdaje mi się zaś, że nie dlatego oni tak czynili, ażeby (jak to niektórzy sądzą) wiadomości te ukrywali zazdrośnie, ale ażeby odkrycia najwznioślejsze, zdobyte znacznym wysiłkiem myśli mężów znakomitych, nie poszły na wzgardę u tych, którzy albo odczuwają wstręt do nauk żadnego zysku nie przynoszących, albo też takich, którzy, mimo że nawoływaniem i przykładem innych pobudzani bywają do oddawanie się filozofii z zamiłowaniem, jednak z powodu tępoty umysłu pomiędzy filozofami wyglądają tak, jakby trutnie pomiędzy pszczołami. To więc gdy rozważałem, obawa wzgardy, na jaką bym się wystawił z powodu nowości i niepojętości moich twierdzeń, ostrzegła mnie, ażebym gotowego dzieła całkiem zaniechał.
Wszelako moi przyjaciele mnie długo wahającego się i odmawiającego od myśli tej odwiedli, pomiędzy którymi był zwłaszcza Mikołaj Schomberg, kardynał kapuański, mąż głośny we wszystkich kierunkach wiedzy, a obok niego wielki mój miłośnik Tiedeman Giese, biskup chełmiński, mąż uprawiający bardzo gorliwie wszystkie nauki zarówno duchowne, jako i świeckie. Ten bowiem częstokroć mnie napominał i nieraz strofując nalegał, ażebym wydał i na światło dzienne wreszcie wypuścił tę oto księgę, która u mnie leżała w ukryciu nie tylko przez dziewięć lat, lecz już czwarte dziewięciolecie. O to samo nalegali inni jeszcze mężowie znakomici i bardzo uczeni, napominając mnie, ażebym dla takich obaw dłużej się nie wzbraniał oddać swojego dzieła na powszechny użytek matematyków. Mówili mi, że im bardziej niedorzeczną dla bardzo wielu wydawałaby się teraz ta moja nauka o ruchomości Ziemi, tym więcej podziwu i wdzięczności sobie zaskarbi, gdy w wydanych moich pismach zobaczą mgłę niepojętości rozwianą za pomocą najoczywistszych dowodów. Ulegając takim namowom oraz oddając się takiej nadziei, zezwoliłem wreszcie przyjaciołom, ażeby zajęli się tego dzieła wydaniem, czego od dawna sobie życzyli.
Zapewne jednak będzie to Waszej Świątobliwości mniej dziwne, że poważyłem się wydać te moje pisma, wyłożywszy przy ich układaniu tyle pracy, iż mogę bez obawy myśli swe o ruchomości Ziemi pisemnie ogłaszać, lecz owszem zechce się Wasza Świątobliwość dowiedzieć, skąd przyszło mi to na myśl, ażebym, sprzecznie z utartym mniemaniem matematyków, jako też niemal wbrew powszechnemu świadectwu zmysłów, śmiał wyobrażać sobie jakiś ruch Ziemi. Dlatego też nie będę Waszej Świątobliwości zatajał, że do rozmyślań nad odmiennym układem ruchu sfer niebieskich nie co innego mnie pobudziło, jak spostrzeżenie, że pod tym względem Matematycy sami ze sobą nie pozostają w zgodzie. Już bowiem co do ruchu Słońca i Księżyca tak dalece są w niepewności, że nie zdołali dostrzeżeniami ustalić nawet niezmiennej długości roku słonecznego. Ponadto układając prawa ruchu tak owych dwóch, jako i pięciu pozostałych gwiazd błędnych, posługują się oni różnymi zasadami i przypuszczeniami, jako też niejednakowym uzasadnieniem ich
ruchów i obiegów. Jedni mianowicie używają wyłącznie kół współśrodkowych, inni natomiast mimośrodkowych kół i epicyklów, czym jednak nie osiągają bynajmniej zamierzonego celu. Ci bowiem, którzy współśrodkowe przyjęli koła, lubo za pomocą nich zdołali wytworzyć niektóre ruchy jednostajne, nie potrafili jednak w ten sposób ustalić nic pewniejszego, co by się zgadzało ze zjawiskami na niebie. Ci znowu, którzy obmyślili koła mimośrodkowe, jakkolwiek po większej części zdołali nimi dostrzegane ruchy gwiazd błędnych ilościowo wyjaśnić, przecież wśród swoich wywodów poczynili przypuszczenia, które wydają się sprzeczne z naczelnymi zasadami jednostajności ruchu. Nie zdołali też na owej podstawie wynaleźć rzeczy głównej, jaką jest postać świata, ani też rozpoznać symetrii jego części składowych. Lecz wydarzyło się im tak, jak gdyby ktoś pozbierał z różnych miejsc ramiona, nogi, głowę i inne członki, wyrysowane wprawdzie bardzo dobrze, ale nie ustosunkowane do jednego i tego samego ciała i sobie wzajem nie odpowiadające, a tak z nich wyobrażenie raczej potwora aniżeli człowieka wytworzył. Staje się więc widoczne, że w pochodzie swoich wywodów (zwanym metodą) musieli oni albo pominąć coś potrzebnego, albo też niepotrzebnie wprowadzić coś obcego, nie należącego do rzeczy, to zaś nie przytrafiłoby się im wcale, gdyby się byli na bezpiecznych oparli zasadach. Jeżeliby bowiem przyjęte przez nich hipotezy nie były zwodnicze, wszystkie wynikające z nich następstwa sprawdzałyby się niechybnie.
Jakkolwiek to co tutaj mówię jest może niezrozumiałe, to jednak w miejscu właściwym stanie się jasne. Otóż kiedy tak przez czas
dłuższy rozważałem niepewność tradycji astronomów, odnoszącej się do jakości ruchów sfer niebieskich, przykra stawała mi się świadomość, iż filozofom nie był znany żaden pewniejszy układ ruchów w mechanizmie świata, który dla nas założony został przez najdoskonalszego i najlepszego z prawodawców, Stwórcę wszechrzeczy, a to pomimo, że tamci najdrobniejszym nawet szczegółom świata uwagę swą poświęcali. Dlatego to zadałem sobie trud przeczytania dzieł wszystkich filozofów, jakie zdołałem zebrać, ażeby wyśledzić, czy też który z nich kiedyś co do ruchów sfer innego może był zdania aniżeli ci, którzy po szkołach nauki matematyczne wykładali. I oto znalazłem najpierw u Cycerona, że Niketas mniemał, jakoby Ziemia się poruszała. Następnie znalazłem znowu u Plutarcha, że niektórzy inni jeszcze tego samego byli zdania; jego słowa, ażeby wszystkim je uprzytomnić, przytaczam:
"Inni zaś sądzą, że Ziemia się porusza. Tak utrzymuje Filolaos pitagorejczyk, że mianowicie porusza się ona dookoła ognia po kole
ukośnym, podobnie jak Słońce i Księżyc, Heraklejdes z Pontu, tudzież Ekfantos pitagorejczyk nadają Ziemi ruch wprawdzie niepostępowy, natomiast w rodzaju krętaka od zachodu na wschód dookoła własnego jej środka. "
W tym znalazłszy podnietą, zacząłem także i ja o ruchomości Ziemi rozmyślać. A lub mniemanie takie wydawało się niedorzeczne, przecież, pamiętając, że innym przede mną było dozwolone wymyślać przeróżne kółka w celu wytłumaczenia zjawisk gwiazd błędnych, sądziłem, że także i mnie będzie wolno się przekonać, czy dopuściwszy pewien ruch kuli ziemskiej, nie dałoby się może dla obrotów sfer nieba wynaleźć bezpieczniejsze od szkolnych uzasadnienia. I rzeczywiście, przyjąwszy dla Ziemi te ruchy, które poniżej wśród dzieła jej przypisuję, po licznych i długich dochodzeniach znalazłem wreszcie, że jeżeli ruchy pozostałych gwiazd błędnych zostaną przeniesione na obieg Ziemi i dla obiegu każdej z nich obliczone, wówczas nie tylko że zjawiska, jakie przedstawiają, okażą się prostym następstwem tego przypuszczenia, ale że zarówno kolejność wszystkich tych gwiazd i sfer oraz ich wielkość i same niebiosa w taki ujęte zostaną związek, iż w żadnym ich miejscu nie daje się nic przestawić bez wywołania zamieszania w innych miejscach, jako też w całości wszechświata. Dlatego to także w dzieła tego układzie takiego trzymałem się porządku, że w pierwszej księdze rozważam wszystkie położenia kręgów oraz te ruchy Ziemi, które jej naznaczam, tak że księga ta zawiera niejako ogólny ustrój wszechświata.
W następnych zaś księgach porównuję ruchy pozostałych planet i kręgów z ruchem Ziemi, ażeby stąd można było wywnioskować, o ile ruchy te i zjawiska gwiazd dadzą się wytłumaczyć przypuszczeniem jej ruchomości. Nie wątpię, że bystrzejsi i uczeni matematycy przytakną mi, jeżeli - czego filozofia przede wszystkim wymaga - nie powierzchownie, ale gruntownie zechcą poznać i rozważyć to wszystko, co w dziele tym jako uzasadnienie swoich twierdzeń przytaczam. Ażeby zaś zarówno uczeni, jak i nieuczeni widzieli, że nie uchylam się od niczyjego sądu, wolałem te moje prace raczej Waszej Świątobliwości aniżeli komu innemu przypisać, ponieważ nawet i w tym odległym zakątku Ziemi, w którym żyję, Wasza Świątobliwość dostojeństwem swojego urzędu, jako też zamiłowaniem do wszystkich nauk, także matematycznych, za znakomitość jesteś uważany, tak że powagą Swą i rozkazem z łatwością możesz odeprzeć napaści potwarców, jakkolwiek, według przysłowia, na ukąszenie potwarcze nie ma lekarstwa.
Jeżeli zaś znajdą się może różni wielomówcy, którzy, pomimo że są nieukami w rzeczach matematycznych, przecież przywłaszczają
sobie sąd co do nich, i z powodu jakiegoś miejsca w Piśmie św. źle naciągniętego na korzyść ich wyobrażeń, zechcą to moje dzieło łajać i napastować: tych sobie za nic ważę, tak, że nawet ich sąd jako niedorzeczny odrzucam. Wiadomo bowiem dobrze, że Laktancjusz, głośny skądinąd pisarz, lecz mierny matematyk, bardzo po dziecinnemu rozprawia o kształcie Ziemi, ośmieszając tych, którzy kulistość jej utrzymywali. Nie powinno więc zadziwiać, jeżeliby tacy także nas przedrwiwali. Rzeczy matematyczne dla matematyków są spisywane, którzy jak mniemam przekonają się, że i ta nasza praca odda przysługę Kościołowi, na którego czele obecnie Wasza Świątobliwość się znajdujesz. Gdy bowiem, nie tak znów dawno temu, za Leona X, podczas Soboru Laterańskiego, rozważana była sprawa poprawy kalendarza kościelnego, rzecz wówczas nie została załatwiona jedynie dlatego, że długości lat i miesięcy, tudzież ruchy Słońca i Księżyca jeszcze niedostatecznie wyznaczone zostały. Od owego to właśnie czasu oddawałem się bardziej szczegółowo tym badaniom, zachęcony do tego przez znakomitego męża Pawła, biskupa fossombroneńskiego, który wówczas sprawie tej przewodniczył. Co zaś w tej mierze osiągnąłem, to pozostawiam sądowi przede wszystkim Waszej Świątobliwości oraz wszystkich innych uczonych matematyków, ażeby zaś nie wydawało się, iż w dziele tym zapowiadam Waszej Świątobliwości więcej pożytku aniżeli potrafiłbym dotrzymać, przystępuję do rzeczy.
KSIĘGA PIERWSZA
ROZDZIAŁ I
Świat jest kulisty
Nasamprzód należy nam zauważyć, że świat jest kulisty, bądź to dlatego, że kula jest najdoskonalszą postacią spośród wszystkich innych, nie potrzebującą żadnych połączeń i w sobie zamkniętą, bądź też dlatego, że kula jako największą objętość mająca, jest najbardziej zdolna do pomieszczenia w sobie wszystkiego i zachowania, bądź też z powodu, że najistotniejsze części świata, jak Słońce, Księżyc, gwiazdy w takiej postaci nam się przedstawiają, bądź wreszcie dlatego, że wszystkie ciała usiłują przybrać kształt kuli, jak można to dostrzec na kroplach wody oraz na innych cieczach, usiłujących przybrać taką właśnie postać. Toteż nikt nie może wątpić, że taka postać została ciałom niebieskim nadana.
ROZDZIAŁ II
Ziemia jest także kulista
Także i Ziemia posiada kształt kuli, gdyż ze wszystkich stron na własnym swoim środku spoczywa. Chociaż wyraźnej jej kulistości bezpośrednio widzieć nie można, z przyczyn wyniosłości gór i wklęsłości dolin, to przecież nierówności te bynajmniej nie zmieniają ogólnej jej okrągłości, co się daje tak uzasadnić. Jeżeli skądkolwiek posuwamy się ku północy, biegun dziennego obrotu Ziemi będzie się stopniowo coraz to bardziej wznosił ponad poziom, a drugi biegun jemu przeciwległy o tyleż będzie się zniżał; nadto liczne gwiazdy, blisko bieguna północnego się znajdujące, nie będą już dla nas zachodziły, natomiast po stronie południowej nieba niektóre nie będą już wcale wsch odziły. Przykładem na to jest gwiazda południowa Canopus, niewidzialna we Włoszech, podczas gdy ta sama widoczna jest w Egipcie. Mieszkańcy Włoch widzą jeszcze ostatnią gwiazdę grupy zwanej Rzeka Erydanus, podczas gdy my tutaj, mieszkańcy surowszej strefy, wcale jej nie dostrzegamy. Natomiast, posuwając się ku południowi, gwiazdy przy biegunie południowym będą się wznosiły coraz to wyżej, a zniżać się będą te znowu, które wpierw znacznie ponad poziom były wzniesione. Nadto zmiany wysokości biegunów ponad poziomem wszędzie odpowiadają przebieżonym drogom na Ziemi, co nie wydarza się na żadnej innej bryle, jeno na kulistej. Stąd też staje się widoczne, że i Ziemia ze wszech stron otoczona jest jakoby punktami wierzchołkowymi, że więc jest kulista. Wspomnijmy nadto, że mieszkańcy Wschodu nie widzą zaćmień Księżyca i Słońca, przypadających na godziny wieczorne, a mieszkańcy Zachodu zaćmień, wydarzających się w porannych godzinach, jako też że zaćmienia pojawiające się wśród dnia, pierwsi, to jest wschodni, oglądaj ą później, natomiast wcześniej ci, którzy są bardziej na zachodzie. Także i wody morskie układają się do postaci kulistej, o czym wiedzą żeglarze, dostrzegając z wysokości masztu ląd stały, którego z pokładu okrętu jeszcze nie widać. I na odwrót, jeżeliby na wierzchołku masztu został umieszczony jaki połyskujący przedmiot, natenczas w miarę oddalania się okrętu od lądu, ludzie na brzegu się znajdujący, będą widzieli to światło stopniowo się zniżające, aż wreszcie opodal, jak gdyby zachodzące Słońce, skryje się ono całkowicie pod poziom. Wiadomo również, że wody płynące, z natury swej, dążą zawsze ku niższym miejscom, również i lądy przybrzeżne o tyle z sobą się łączą, o ile na to wypukłość Ziemi zezwala. Dlatego to ląd stały o tyle jest wyższym, o ile wznosi się ponad powierzchnię wód oceanu.
ROZDZIAŁ III
Jakim sposobem ziemia sucha wraz z wodą jedną kulę tworzy
Ocean oblewający ziemię, tworzy na różnych jej miejscach morza, wypełniając jej wklęsłości. Dlatego wypadało, ażeby mniej było wody aniżeli lądu, by woda nie zalała całej bryły ziemskiej, skoro ziemia i woda skutkiem ciężkości podążają do tego samego środka, lecz by niektóre części lądu oraz liczne tu i ówdzie sterczące wyspy pozostawiła dla utrzymania istot żyjących. Sam nawet ląd stały i okrąg suszy ziemskiej jestże czym innym, jeżeli nie wyspą, większą od innych? Nie należy wierzyć niektórym perypatetykom, którzy twierdzą, jakoby cała masa wód miała być dziesięć razy większa od całego lądu, opierając się na domyśle, że podczas przemiany żywiołów dziesięć części wody powstaje z jednej części ziemi, i mówią, że ląd stały tak się wznosi, że pozostawiając wydrążenia, nie wszędzie równoważy się pod względem ciężkości oraz że w innym punkcie leży środek ciężkości, a w innym środek bryłowatości. Mylą się jednak skutkiem nieznajomości geometrii. Nie pojmują, że nawet siedem razy nie może być więcej wody, jeżeli jakaś część ziemi ma być sucha - chyba gdyby wszystka swój środek ciężkości opuściła, ustępując miejsca wodom jakby od niej cięższym. Objętości dwóch kuł mają się bowiem do siebie jak sześciany ich średnic; przeto gdyby było siedem części wody, a ziemia ósmą, średnica jej nie mogłaby być większą ponad odległość środka od powierzchni wód, a cóż dopiero gdyby dziesięć razy więcej było wody! Że zaś nie ma różnicy pomiędzy środkiem ciężkości Ziemi a środkiem jej objętości, stąd można poznać, że wypukłość Ziemi nie zawsze wzrasta w miarę, jak się oddalamy od oceanu, inaczej bowiem przeszkadzałaby nazbyt wodom morskim i nie dozwalałaby wypełniać mórz śródziemnych i przedostawać się do obszernych zatok. A na odwrót, od brzegu oceanu wzrastałaby stale głębokość przepaści, skutkiem czego żeglarze oddaliwszy się od brzegów nie napotkaliby tam ani wysp, ani skał, ani też czegokolwiek bądź ziemskiego. Wiadomo zaś, że pomiędzy Morzem Egipskim a Zatoką Arabską rozciąga się przestrzeń zaledwie 15 staj wynosząca i to prawie w pośrodku znanej powierzchni ziemskiej. Również Ptolemeusz w swojej Kosmografii ziemię mieszkalną rozciąga aż do pół okręgu, nie licząc do tego ziemi nieznanej, w której nowsi geografowie przydali Katagię i bardzo rozległe krainy aż na 60 stopni długości geograficznej, co okazuje zamieszkalność Ziemi na większej długości aniżeli na ocean pozostaje. Pokaże się to wyraźniej, jeżeli do tego przyłączymy wyspy za naszych czasów pod hiszpańskimi i portugalskimi monarchami odkryte, a nade wszystko Amerykę, imieniem odkrywcy i dowódcy okrętów tak nazwaną, a dla niezbadanej dotychczas jej rozległości za nowy świat uważaną, prócz wielu innych wysp, przedtem nieznanych. Dlatego mniej nas to dziwić będzie, że istnieją mieszkańcy przeciwnożni, czyli przeciwziemni. Że Ameryka z położenia swojego znajduje się na przeciwnej stronie Indii Gangesowych, to wynika z geometrycznych właściwości kuli. Z tego zatem wszystkiego wnoszę, iż nikt nie będzie wątpił, jako ląd i woda wspierają się na jednym środku ciężkości Ziemi, który jest zarazem środkiem jej objętości. Woda, będąc lżejszą, wypełnia rozpadliny ziemskie i dlatego mało jest wody w stosunku do lądu, chociaż może na powierzchni więcej widać wody. Ziem a wraz z oblewającymi ją wodami taką postać mieć winna, jaką wskazuje jej cień, w kształcie łuku doskonałego koła na zaćmiewającym się Księżycu. A zatem Ziemia nie jest płaska, jak utrzymywali Empedokles i Anaksymenes, ani owalna jak Leukippos, ani czółenkowata jak Heraklit, ani w inny jakiś sposób wydrążona, jak Demokryt, ani walcowata jak Anaksymander, ani też od spodu nieograniczona skutkiem stopniowo malejącej gęstości, jak mniema Ksenofanes, ale jest doskonale okrągła, jak to prawdziwi filozofowie rozumieją.
ROZDZIAŁ IV
Ruch ciał niebieskich jest jednostajny, kołowy, nieustający albo z kołowych ruchów złożony
Teraz z kolei będziemy mówili o ruchu kołowym ciał niebieskich. Ruch bowiem kuli niebieskiej jest obrotem po kole, który już sam nadaje jej postać ciała najprostszego, w którym nie dostrzegamy ani początku, ani końca, jednego bowiem od drugiego odróżnić niepodobna, skoro po tej samej drodze z powrotem się porusza. Istnieją zaś rozmaite ruchy stosownie do ilości sfer. Spośród nich najbardziej widoczny jest obrót dzienny, zwany od Greków nocodziennym (νυχϋήµερον), zawierający przeciąg czasu dnia i nocy. Sądzą oni, że cały świat porwany tym ruchem obraca się od wschodu na zachód, z wyjątkiem jednak Ziemi. Ten obrót dzienny bywa uważany za wspólną miarę wszystkich ruchów, gdyż nawet sam czas zazwyczaj liczbą dni wymierzamy. Prócz tego widzimy inne obroty, zwrócone jakoby w przeciwnym do tamtego kierunku, to jest od zachodu na wschód, mianowicie dla Słońca, Księżyca oraz dla pięciu gwiazd błędnych. Takim obiegiem Słońce nam rok rozmierza, Księżyc miesiące, te najpospolitsze okresy czasu: w taki sam sposób każda z pięciu gwiazd błędnych obieg swój wykonywa.
Te jednak obiegi różnią się wielorako: tym najpierw, że obrót swój odbywają nie dookoła tych samych biegunów co tamten ruch pierwszy, lecz krążą po nachylonym Zwierzyńcu niebieskim. Tym zaś po wtóre, że na własnych swych drogach kołowych poruszają się niejednostajnie. Słońce bowiem i Księżyc odbywają swoje biegi raz prędzej, drugi raz wolniej, o pozostałych zaś pięciu gwiazdach błędnych przekonywamy się, że niekiedy nawet się cofają albo też tu i ówdzie się zatrzymują. I podczas, gdy Słońce postępuje zawsze w tym samym kierunku, tamte rozmaicie przesuwają się po niebie, raz zwracając się na południe, drugi raz na północ, a dlatego je gwiazdami błędnymi nazwano albo planetami. Dodajmy i to jeszcze, że zbliżają się one niekiedy do Ziemi i wtedy przyziemnymi (Perigaei) bywają nazywane, innym zaś razem od niej się oddalają, wówczas zowią się odziemnymi (Apogaei). Wszelako należy przyznać, że ruchy są albo kołowe, albo też z kilku kołowych złożone, dlatego, ponieważ nierówności tych ruchów powracają według pewnego prawa i stale w oznaczonych okresach, co by się zdarzyć nie mogło, gdyby ruchy kołowymi nie były. Samo bowiem tylko koło może powyższe zjawiska wywoływać, jak na przykład Słońce ruchem złożonym z kołowych sprowadza nam nierówność dni i nocy, jako też cztery pory roku, w którym to obiegu wiele innych się mieści. Jest zaś rzeczą niemożliwą, ażeby którekolwiek ciało niebieskie miało na jednej drodze niejednostajny ruch odbywać, gdyż musiałoby to pochodzić albo ze zmienności siły poruszającej, bądź nabytej, bądź przyrodzonej, albo też z nierówności ciała w ruchu będącego. A że to i tamto rozum nasz odrzuca i ponieważ byłoby rzeczą niestosowną coś podobnego przyznawać ciałom zachowującym najlepszy porządek, wypadnie przyznać, że jednostajne ich ruchy wydają się nam niejednostajnymi albo z powodu odmiennych biegunów tych kół, albo też dlatego, że Ziemia nie znajduje się pośrodku kół, po których one krążą. Nam zaś spoglądającym z Ziemi, ruchy gwiazd błędnych z powodu różnych ich oddaleń, wydają się prędszymi, gdy są bliżej, a powolniejszymi, gdy są bardziej odległe, jak to optyka uzasadnia. Stąd też wynika, że ruchy po równych łukach koła, uważane z różnych odległości, będą się nam wydawały nierównymi w czasach jednakowych. Z tego powodu uważam przede wszystkim za rzecz konieczną, pilnie się zastanowić nad położeniem Ziemi w przestrzeni nieba, ażeby, usiłując zgłębić przedmioty najwyższe, nie pomijać rzeczy nam najbliższych oraz ażeby złudzeń, pochodzących od Ziemi, nie przypisywać ciałom niebieskim.
ROZDZIAŁ V
Czy Ziemi przysługuje ruch kołowy, tudzież o miejscu jej w przestrzeni
Okazawszy powyżej, że Ziemia posiada kształt kuli, uważam za rzecz potrzebną dochodzić, czy także i bieg odpowiada jej postaci, tudzież jakie miejsce zajmuje ona w przestrzeni świata, bez czego niepodobna byłoby wykryć prawdziwej przyczyny zjawisk dostrzeganych na niebie. Jakkolwiek uczeni powszechnie zgadzają się na to, że Ziemia spoczywa w pośrodku świata, tak iż przeciwne twierdzenie uważają za niedopuszczalne, a nawet wręcz śmieszne, wszelako jeżeli nad tą sprawą zastanowimy się uważniej, pokaże się, że, jako jeszcze nierozwiązana, nie może być pominięta. Każda bowiem dostrzegana zmiana w położeniu ciała jest następstwem albo ruchu uważanego ciała albo ruchu samego spostrzegacza, albo przynajmniej skutkiem nierównej zmiany obydwóch położeń, gdyż dla ciał poruszających się jednako w tym samym kierunku, nie widzimy zmian położenia pomiędzy uważanym przedmiotem a spostrzegaczem.
Ziemia jest stanowiskiem, z którego ów bieg oglądamy i który się oczom naszym przedstawia. Jeżeli więc przyznalibyśmy jaki ruch Ziemi, to ruch ten powinien zdradzić we wszystkich ciałach poza nią się znajdujących, atoli w kierunku przeciwnym, jak gdyby te ciała dokoła niej się przesuwały, jak to widzimy przede wszystkim na całodziennym obrocie nieba. Wydaje się, jakoby ruch ten całe niebo i wszystko unosił, z wyjątkiem Ziemi i ciał na niej się znajdujących. Jeżeli zaś przyjmiemy, że niebo nie bierze żadnego udziału w tym ruchu, ale że Ziemia obraca się od zachodu na wschód, tak iż nam zdawać się będzie, jakoby Słońce, Księżyc i gwiazdy wschodziły i zachodziły i jeżeli się nad tym głębiej zastanowimy, poznamy, że tak jest rzeczywiście. A że niebo jest tym, co ogarnia i zachowuje w sobie wszystko, że jest ogólnym zbiorowiskiem wszechrzeczy, niełatwo można pojąć, dlaczego raczej rzecz obejmująca aniżeli objęta ruchowi podlegać miała. Zaiste Heraklejdes i Ekfantos pitagorejczycy, jako też Niketas z Syrakuz byli, według Cycerona, tego zdania, że Ziemia w pośrodku świata wykonywa ruch obrotowy, mniemali bowiem, że gwiazdy przez zakrywanie ich kulą ziemską pozornie zachodzą, a skutkiem jej odchylania się wschodzą.To przyjąwszy, spostrzegamy drugą jeszcze, nie mniejszą o stanowisku Ziemi wątpliwość, jakkolwiek już niemal wszyscy przyjmują i wierzą, że Ziemia jest środkiem świata. Gdyby kto temu zaprzeczał, iżby Ziemia środek świata zajmowała w przestrzeni, a przy tym utrzymywał, że odległość, która dzieli od sfery gwiazd stałych, jest tak wielka, iż niepodobna jej porównać z nieznaczną i pozorną drogą Słońca oraz innych gwiazd błędnych, i mniemał, że ruchy planet dlatego zmiennymi nam się wydają, że odnoszą się nie do środka Ziemi, ale do innego jakiegoś punktu środkowego, przyjmując to wszystko, potrafiłby tym samym wskazać istotną i wielce prawdopodobną przyczynę nierówności ruchów pozornych. Z tego zaś, że gwiazdy błędne są raz bliższe Ziemi, a drugi raz odleglejsze, wynika, że środek Ziemi nie jest środkiem ich kręgów.
Również nie wiadomo, czy Ziemia ich biegi, albo też na odwrót, czy one bieg Ziemi przyspieszają lub opóźniają. Ani też nie byłoby w tym nic tak dalece osobliwego, gdyby kto oprócz dziennego obrotu, inny jeszcze jaki ruch Ziemi przyznawał, a mianowicie sądził, że Ziemia nie tylko obraca się w miejscu dookoła, ale że ponadto innym jeszcze ruchom podlega, że więc jest jedną z gwiazd błędnych, jak to miał utrzymywać Filolaos pitagorejczyk, matematyk niepospolity, którego, by ujrzeć Platon nie omieszkał udać się do Italii, jak o tym opowiadaj ą biografowie Platona. Wielu zaś było zdania, jakoby dowodami geometrycznymi dawało się okazać, iż Ziemia znajduje się w pośrodku świata, że porównana z ogromem nieba, jest jakby punktem środkowym i że dlatego jest nieruchoma, ponieważ w ogólnym obrocie całego wszechświata środek pozostaje nieruchomy, ciała zaś najbliższe środka najpowolniejszy ruch odbywają
ROZDZIAŁ VI
Niezmierna rozległość nieba w porównaniu
z rozmiarami Ziemi
Ziemia, jakkolwiek bardzo wielką jest bryłą, żadnego nie ma porównania z wielkością nieba, co można z tego poznać, że koła poziome (które Grecy horyzontami nazywają) przecinają kulę nieba na dwie równe części, co by się nie zdarzyło, gdyby rozmiary Ziemi były znaczniejsze w porównaniu z niebem, albo też z oddaleniem jej od środka świata: koło bowiem dzielące kulę na dwie równe części,
przechodzi przez jej środek i jest największe ze wszystkich kół na niej wykreślonych.

Jakoż niech będzie koło poziome ABCD, punkt E miejscem Ziemi, z której spoglądamy, i zarazem środkiem horyzontu, który ogranicza przedmioty dla nas widzialne od niewidzialnych. Patrząc zatem przez dioptrię, czyli przeziernik, albo kątomierz ustawiony w punkcie E, na początek znaku Raka wschodzącego w punkcie C, spostrzeżemy w tej samej chwili początek znaku Koziorożca, zachodzący w punkcie A. Ponieważ punkty A, E, C znajdują się na jednej linii prostej wzdłuż kierunku dioptrii, przeto wnosić należy, że ta linia jest średnicą ekliptyki, gdyż półkole odgranicza sześć znaków Zwierzyńca niebieskiego, zaś środek jej E jest także
środkiem horyzontu. I znowu po przemianie obrotu w ten sposób, iżby początek znaku Koziorożca wschodził w punkcie B, zachód znaku Raka dostrzeglibyśmy w punkcie D; tak że znów linia DEB będzie prostą, a zarazem średnicą ekliptyki. Otóż widzieliśmy już powyżej, że linia AEC była średnicą tego samego koła, widoczną jest więc rzeczą, że na wspólnym przecięciu się owych dwóch średnic rzeczony punkt E będzie środkiem nieba. Tak więc koło horyzontalne przepoławia zawsze ekliptykę, będącą jednym z kół wielkich na kuli niebios. A że w kuli, jeżeli koło przechodzi przez środek którego z kół wielkich, także i samo musi być kołem wielkim, zatem - jak widać - także i horyzont jest jednym z takich kół wielkich, a jego środek jest tenże sam co i środek Zwierzyńca niebieskiego, czyli ekliptyki. Chociaż więc linia prosta poprowadzona z powierzchni Ziemi różna jest od linii poprowadzonej ze środka, jednak, z przyczyny ogromu przestrzeni w porównaniu z Ziemią, linie te mogą uchodzić za równoległe z powodu nazbyt wielkiego oddalenia ich krańców i zdają się tworzyć tylko jedną linię prostą, kiedy wzajemne ich oddalenie, względnie do ich długości, nie daje się już wzrokiem ocenić, jak to się w optyce uzasadnia. Te właśnie okoliczności dostatecznie dowodzą, że niebo jest ogromne w porównaniu z Ziemią i że rozlega się w przestrzeni nieskończonej oraz że według oceniania tej rzeczy naszymi zmysłami, Ziemia wobec nieba przedstawia się jak punkt do bryły, jakim rzecz skończona do nieskończenie wielkiej i nic innego nie może przedstawiać. Jednakże z tego nie wynika bynajmniej, iżby Ziemia miała w pośrodku świata spoczywać. Owszem, bardziej by nas to zadziwiało, gdyby raczej taki ogrom nieba miał wykonywać obrót w 24 godzinach, a nie tak mała odrobina, jaką jest Ziemia. To bowiem, co niektórzy utrzymują, że środek jest nieruchomy i że ciała najbliższe środka powolniej się poruszają, wcale nie dowodzi, jakoby Ziemia w środku świata miała spoczywać: nie inaczej, jak gdybyś rzekł, że niebo się obraca, a bieguny spoczywają, zaś przedmioty najbliższe biegunom wcale się nie poruszają. Jako na przykład, gwiazdy Małej Niedźwiedzicy widzimy w znacznie powolniejszym obrocie aniżeli gwiazdy Orła lub Psa Wielkiego, ponieważ tamte, jako najbliższe bieguna, mniejsze opisują koła, mimo że te i tamte do jednej sfery należą, która obracając się dookoła swej osi, różnym swoim częściom jednakowej udziela prędkości, wobec czego równość czasu, a nie równość przebieżonej przestrzeni obrotowy ich ruch cechuje. Na tym to więc
opiera się zasada mniemania, jakoby Ziemia była częścią sfery niebieskiej i miała taką samą postać i ruch, a będąc najbliższa środka najmniej miała się poruszać. A więc i sama Ziemia, ponieważ jest bryłą kulistą, obracałaby się według podobnych obwodów kół, jakkolwiek mniejszych od kół na niebie, co jednak jest fałszem od światła widoczniejszym. Wynikałoby bowiem stąd, że w jednym miejscu na Ziemi byłoby zawsze południe, a na innym znów zawsze północ, że wschód i zachód Słońca nie mógłby codziennie się zdarzać, gdyż istniałby jeden wspólny i nieodłączny ruch całości, jako i jej części. Atoli omawianej tu różności zachowywania się, inna zaiste jest przyczyna, ta mianowicie, że te ciała niebieskie, które są na mniejszych okręgach, poruszają się prędzej aniżeli te, które większe obwody zakreślają. I tak Saturn, najodleglejsza z wszystkich gwiazd błędnych, w 30 latach obieg swój odbywa, a Księżyc będący niewątpliwie najbliższy Ziemi, w jednym miesiącu drogę swoją kończy, wreszcie Ziemi należałoby przyznać cały obrót już w przeciągu jednej doby. Pozostaje więc taż sama o dziennym obrocie wątpliwość, wobec czego potrzeba nam jeszcze ustalić położenie Ziemi w przestrzeni, nie dość jeszcze pewne także i po tym, co się wyżej powiedziało. Nic bowiem innego nie wynika z owych wywodów, jak tylko, że wielkość nieba jest nieograniczona w porównaniu do Ziemi. Jak zaś daleko może się rozciągać ten bezmiar przestrzeni, tego wcale nie wiemy.
ROZDZIAŁ VII
Przyczyny mniemania starożytnych,
że Ziemia jest nieruchoma w pośrodku świata
